"I'm a livin' alien..."

Popierzone. Jakas nostalgia mnie dopada. Nie wiem o co kaman. tak chcialem tu przyjechac zostawic to wszystko w cholere i... No i co? I gowno. Jedziesz tym pieprzonym metrem. Kazdy czlowiek skupiony na sobie. Czyta gazete. Slucha ipoda. A Ty jak "English man in New York...".

Tesknie za czyms nieokreslonym. Caly czas czuje brak, ale okreslic to? Ciezko. Musze zaczac pracowac bo oszaleje chyba. Musze wpasc w rutyne. Przestac myslec. Zaczac zarabiac i wydawac to na drogie pierdoly, ktore chwilowo pozwola mi cieszyc sie zyciem.

Kurwa. Dlaczego ja musze byc z jakiegos popierdolonego pokolenia myslicieli? Nie moge zyc jak kiedys. Cieszyc sie jakimis pieprzonymi drzewami, kanapka z cukrem, telewizorem z jednym kanalem. Ludzie dzisiaj maja za duzo. Moze powinienem sobie obciac nogi zeby zaczac cieszyc sie zyciem?

Czlowiek dopiero w takim duzym miescie jak Londyn zdaje sobie sprawe jakim malym gownem jest wobec wszechswiata...

I co? I chuj.

3 comments:

Anonymous said...

..z czasem przyzwyczaisz się do innego życia.
do tęsknoty również.
do braku tych bliskich.
do wszytskiego.


ale happysad w głośnikach i wspomnienia z polówek pozostaną. ^^

Anonymous said...

Misiek,

my chyba cos takiego w genach mamy, niby wszystko super, a jednak czegos brak....czyzby zycie polegalo na szukaniu tego czegos...chyba tak..zeby nam tylko sily i motywacji starczylo...

Misiek wiedz ze sa ludzie ktorzy cie kochaja i za toba tesknia... i czekaja tylko jakis znak od ciebie..

Sister

czinka said...

co Ty tam robisz???
wchodzę sobie ostatnio na Twoją stronę a tu nic nie ma,dobrze,że Cię znalazłam,ale Londyn i ta emigracja mnie zaskoczyła!
też chce wyjechać,gdzieś się poszukać.